FiKa zaprasza na spotkanie z dramatopisarką Martą Guśniowską, która napisała ponad setkę scenariuszy teatralnych. Trzy historie znalazły oprawę książkową. „Nasza” ukochana gęś, jeszcze bardziej zabawny wilk, i pies – Karmelek. Spotkanie z autorką połączone będzie z czytaniem fragmentów „Karmelka”.

Marta Guśniowska swoim uroczym i mądrym tekstem udowadnia, że rymowane bajki wcale nie odeszły do lamusa, tylko niewielu jest autorów, którzy są w stanie się z tym gatunkiem zmierzyć. Jestem przekonana, że z kundelkiem Karmelkiem zaprzyjaźnią się zarówno dzieci, jak i ich rodzice.
Anna Onichimowska

Karmelek, uroczy szczeniaczek, który mieszka w wiejskiej zagrodzie, poszukuje w sobie… talentu. Czegoś, czym mógłby się podzielić. Czegoś, na czym inni mogliby skorzystać. W tym celu spaceruje po podwórku, gdzie odkrywa, że krowa, owca, kogut i kura obdarzone są porządnymi, przydatnymi umiejętnościami, a on sam – no właśnie? Jaki talent może mieć szczeniak? Guśniowska wydobywa z małego nieporadnego pieska to, co w nim najpiękniejsze – dobre serce i zaufanie, którym obdarza człowieka, co czyni z niego wspaniałego przyjaciela – a to, jak się zdaje, talent przewyższający dawanie mleka, wełnę na sweter czy umiejętność budzenia o świcie całej wsi. Droga Karmelka do zrozumienia, co naprawdę się liczy, jest drogą niełatwą i pełną rozczarowań – maluch musi spróbować wielu rzeczy i wiele z nich musi mu się nie udać, żeby mógł odkryć, do czego naprawdę jest stworzony. Ale dla czytelnika to okazja do zrozumienia, co jest ważne i czy naprawdę wszyscy powinniśmy być tacy sami? Co więcej – mamy to do czynienia z pouczającą historią społecznego odrzutka, który nie potrafi odnaleźć się w grupie i jest przez nią wykluczany – tym bardziej z „Karmelkiem” powinni zapoznać się zarówno wszyscy rodzice, jak i dzieci – Marta Guśniowska w niebanalny i subtelny sposób podsuwa refleksje na temat zawierania dziecięcych przyjaźni i ratowania towarzyskich sytuacji beznadziejnych.

W „Karmelku” czytelnicy pokochają lekkość i frajdę, jaką daje ta lektura, ale też niemal niezauważalne, gdzieniegdzie tylko wychylające się pouczające puenty. Marta Guśniowska znalazła odpowiednią formę by te małe, szczenięce rozterki opowiedzieć – formę lekkiego wiersza, niewymuszoną i odwołującą się do szkolnych rymów. Prawdopodobnie najodpowiedniejszą, aby trafić do najmłodszych czytelników. Co więcej, doskonale uzupełniły ją ilustracje Roberta Romanowicza – hiperkorolowe, bardzo ekspresyjne, stanowiące właściwie równorzędną część tej historii.

Miejsce wydarzenia